MAL ARS TWO młodych

Od lewej: Rafał Czępiński, Krzysztof Bryła, Justyna Kiersztyn, Piotr Szczur, Maksymilian Cieślak, Karolina Komorowska, Anna Kuc

Od lewej: Rafał Czępiński, Krzysztof Bryła, Justyna Kiersztyn, Piotr Szczur, Maksymilian Cieślak, Karolina Komorowska, Anna Kuc

Świat jest obrazem

Piotr Szczur zapytany czym jest dla niego malarstwo odpowiada:
– „Przede wszystkim odejściem od codzienności i poszukiwaniem sensu. To nieustanny proces, na który ma wpływ podświadomość i przeczucie. Nigdy nie wiem jak obraz będzie wyglądał na końcu. To, co się dzieje na płótnie często poddawane jest przypadkowi. Dobrze określił to Goethe: <<Malarstwo jest dla oka prawdziwsze niż sama rzeczywistość. Przedstawia to, co człowiek chciałby i powinien zobaczyć, a nie to, co zazwyczaj widzi>>”.

Piotr Szczur, Dog style, olej na płótnie, 80x80 cm, 2011

Piotr Szczur, Dog style, olej na płótnie, 80×80 cm, 2011

Rafał Czępiński, Bez tytułu, olej na płótnie, 100x70 cm, 2010

Rafał Czępiński, Bez tytułu, olej na płótnie, 100×70 cm, 2010

Anna Kuc, Bez tytułu, olej na płótnie, 140X210 cm, 2010

Anna Kuc, Bez tytułu, olej na płótnie, 140X210 cm, 2010

Maksymilian Cieślak, Koleżanki ojciec, akryl, olej na płótnie, 145x145 cm, 2010

Maksymilian Cieślak, Koleżanki ojciec, akryl, olej na płótnie, 145×145 cm, 2010

Wystawa w galerii Drugie Piętro była bardzo zróżnicowana. Prezentowali się ludzie młodzi, w większości przed trzydziestym rokiem życia, jeszcze studenci. Trudno mówić o poszczególnym artyście w oderwaniu od pozostałych. Mieliśmy do czynienia z zaledwie kilkoma pracami każdego z nich. Gdyby jednak potraktować ich wystawę całościowo? Jako pewne zjawisko „młodej sztuki”? Oczywiście niepełne – okrojone na przykład o abstrakcjonizm. I przecież mało reprezentatywne – dotyczy tylko ośmiorga artystów. Z tej perspektywy pauza wprowadzana w nazwie wystawy może uchodzić za rodzaj metaforycznego pytania o kondycję malarstwa. Zatem jak miewa się ta tradycyjna forma wyrazu?. Figuratywne prace Anny Kuc (ur.1983 r. absolwentki Wydziału Artystycznego UMCS w Lublinie.) i Piotra Szczura (ur. 1987r. studenta tego samego wydziału) skupiają się na realistycznym oglądzie intymności świata. To „stara szkoła”. Można przybliżać się do zawieszonych w przestrzeni galerii obrazów i przenikać barwną nawierzchnię. Potem oddalając się, szukać dominujących relacji walorowych, zgrubień farby czy laserunków. Ich prace są kameralne, wyciszone – zachęcają do zgłębienia samego przeżycia estetycznego. Oglądając obrazy Krzysztofa Bryły, podobnie jak Maksymiliana Cieślaka, a w szczególności Rafała Czępińskiego, do tego „emploi” musimy włączyć cały system odniesień. W przypadku Bryły (ur. 1984 r., absolwenta malarstwa w Kolegium Sztuk Pięknych w Kazimierzu Dolnym, obecnie studenta ASP we Wrocławiu) jest to infrastruktura postindustrialna i motyw wykluczenia człowieka. Współczesny świat staje się u niego obrazem, który trzeba przenieś na powierzchnię płótna i utrwalić, choćby w „formie” nekrologu. U Cieślaka (ur. 1983 r. wychowanka Wydziału Artystycznym UMCS) jest to rozbudowana struktura kosmosu, uzupełniona wątkami z filmowych animacji, historycznymi postaciami i zwierzętami. Z kolei Czępiński (ur. w 1988 r., absolwent Kolegium Sztuk Pięknych Kazimierzu Dolnym, obecnie student Wydziału Artystycznym UMCS) skupia się raczej na samym przekazie wyraźnie ciążącym ku wartościom socjologiczno-społecznym. Pojawia się defekujący pies, rozjechany przez samochód kot, czy problem niehumanitarnego uboju trzody chlewnej. Żeby docenić malarstwo Karoliny Komorowskiej (ur. w 1981 r. absolwentki UMCS), trzeba się nad nim zatrzymać dłużej. Nawiązuje do estetyki trompe-l’oeil, a więc sztuki iluzjonistycznej. Miejscami odbiór prac zakłóca brak idealnego dostosowania podobrazia do portretowanych w skali 1:1 przedmiotów domowego użytku. Komorowska w ciekawy sposób posługuje się jednak samą malarskością. Można wyczuć pod dotykiem szorstkość faktury, poczuć konsystencję koloru. Obraz istnieje już nie na płótnie ani na ścianie czy jakimkolwiek innym podłożu – przechodzi na imitujące rzeczywistość przedmioty wyrwane codzienności. Przekraczając formalny zapis, za pomocą iluzji usiłuje zaistnieć w realnym świecie. Justyna Kiersztyn (ur. w 1987 r. absolwentka Kolegium Sztuk Pięknych w Kazimierzu Dolnym, obecnie studentka Wydziału Artystycznego w Lublinie) przenosi w małoformatową przestrzeń obrazu rodzinne historie. Próbuje zachować konwekcję starych fotografii. Przy okazji tej intymnej podróży w głąb siebie, padają bardzo istotne kwestie z pogranicza tradycji wanitatywnej. Są to pytania o: miejsce sacrum, wartości rodzinne, miłość i przemijanie. Jedynym elementem łączącym pracę Emilii Kołowieckiej (ur.1987 również studentki Wydziału Artystycznego UMCS ) z tematem prezentowanej w Zamościu wystawy jest polichromia. Pokryta została nią praca ceramiczna. Malarskość funkcjonuje tu jako rodzaj blichtru, podkreślając powierzchowność i zwykłe efekciarstwo kultury masowej.

Krzysztof Bryła, Nekrologi, oleje na płótnie

Krzysztof Bryła, Nekrologi, oleje na płótnie 

Karolina Komorowska, z cyklu "Talerze"

Karolina Komorowska, z cyklu “Talerze”

Ekspozycja Justyny Kierszyn, z cyklu "Rodzina"

Ekspozycja Justyny Kierszyn, z cyklu “Rodzina”

emilia Kołowiecka, Bubu, ceramika polichromowana

Emilia Kołowiecka, Bubu, ceramika polichromowana

Strefa Sztuki

Galeria Drugie Piętro funkcjonuje w Zamościu od niedawna – od początku lutego 2011 roku. Wówczas Dom Kultury przy ulicy Partyzantów udostępnił swoje pomieszczenia Monice Pich – wywodzącej się z środowiska lubelskich oraz poznańskich artystów, zaangażowanej w życie współczesnej sztuki – fotografce i założycielce Dizzylabel. W opustoszałych wnętrzach, które niegdyś były podnajmowane pod biura, Pich zorganizowała piątą edycję „Sztuki w przerwie” – interdyscyplinarnej imprezy, mającej na celu przywracanie do życia – tym razem już artystycznego – nieużytkowanych w przestrzeni miast pomieszczeń.

Budynek Zamojskiego Domu Kultury, widok od strony galerii Drugie Piętro

Budynek Zamojskiego Domu Kultury, widok od strony galerii Drugie Piętro

W dużej mierze chodziło o wyostrzenie pewnego zjawiska. Mianowicie takiego, iż sztuka rozpowszechniona przez współczesną frazeologię do granic możliwości (owe „galerie” handlowe i wszelkie „artyzmy” przykładane do niemających nic wspólnego ze sztuką – w tradycyjnym tego słowa znaczeniu – czynności), niemal zupełnie zniknęła z mapy „rozrywek” intelektualnych. Teraz, trochę jakby w odwecie, pojawia się „w przerwie” między przedsięwzięciami komercyjnymi, aby pokazać, że ciągle istnieje i, co więcej, ma się całkiem dobrze. Wśród gości zaproszonych do współuczestniczenia w tym wydarzeniu znaleźli się: Maciej Kurak, Radek Włodarski, Robert Kuśmirowski oraz Sławomir Toman. Zarówno Kurak, jak i Włodarski, choć w odmienny sposób – jeden za pomocą instalacji, drugi kolażu fotograficznego – mówili o zagrożeniach, jakie niesie „ponowoczesny” konsumpcjonizm. Kuśmirowski z właściwą sobie precyzją budował „opowieść” o drodze od obrazu do dźwięku, wykorzystując przy tym stare urządzenia do naświetlania klisz i przenoszenia obrazów na papier fotograficzny. Z kolei Toman – jako jedyny z prezentujących się wtedy artystów – pozostał wierny malarstwu sztalugowemu. Przestawił wyobcowane z naturalnego środowiska przedmioty kultury masowej, które można było odczytać jako dekonstrukcjonistyczne „parafrazy” martwej natury[1]. Od czasu tej wystawy – zatytułowanej przez Monikę Pich „kopiuj/wklej” – Galeria Drugie Piętro działa prężnie. Stała się wyraźną konkurencją dla zamojskiego nieco skostniałego już Biura Wystaw Artystycznych (BWA). Strefa Sztuki przy Domu Kultury jest bliżej młodej sceny artystycznej. Daje większą niezależność i szerszy ogląd na to, co dzieje się aktualnie w świecie. Pod kuratelę bierze nie tyle twórców, co sam “proces” czy „fakt” artystyczny, o których niejednokrotnie wspominał Jerzy Ludwiński, analizując zjawiska „epoki postartystycznej”. Ludwiński zauważył wyraźne przesunięcie punktu ciężkości ze sfery strukturalnej, przestrzennej lub czasowej dzieła sztuki na samą jego koncepcję[2]. Drugie Piętro tym zjawiskom wychodzi naprzeciw. Podobnie jak prezentowana w Zamościu „Sztuka w przerwie”, tak również i MAL ARS TWO osadza się na pewnej głównej idei. W pierwszym przypadku mieliśmy do czynienia z „rewitalizacją” nieużytkowanych w przestrzeni miast pomieszczeń. Druga wystawa kieruję uwagę odbiorcy na to, co wydawało się niemal zupełnie wyparte przez świat techniki – tradycje malarskie.

Świadectwo dysharmonii

Sztuki wizualne posługują się zupełnie odrębną, sobie tylko przynależną mową. Nie sposób przyrównać jej do żadnego innego języka sztuk[3]. Jednak – gdy uznać, że dzieło poza wartościami artystycznymi i estetycznymi realizuje także inne, głęboko zakorzenione w tradycji ogólnokulturowej – język ten może się okazać rodzajem dialektu. Zdaniem Marii Gołaszewskiej dzieło sztuki przekraczając siebie, transcenduje ku wartościom takim jak piękno, wzniosłość, tragiczności. I to niezależnie od tego, czy artysta był świadomy swoich działań. W jego dziele są zawarte treści poznawcze, idee filozoficzne, przesłania moralne, które wzbogacają odbiór i pozwalają „wejść w świat dzieła sztuki”[4]. Sprawa nie jest prosta. Wiele zależy od osobowości twórczej artysty, jego zdolności, poglądów i relacji do wartości nadrzędnej – człowieczeństwa oraz samego wyczucia proporcji w łączeniu tego wszystkiego. Być może jednak tu właśnie tkwi sedno sztuki ponowoczesnej? Samo malarstwo, czy szerzej sztuka, wcale nie mówią wszystkiego, co może powiedzieć dzieło. Myśl i obraz są nierozerwalne. Dał temu wyraz Marek Rostworowski w dedykowanych Norwidowi esejach o malarstwie polskim. Sztuka naszego wieku pozostaje świadectwem nie tylko człowieczeństwa, ale także epoki, w której żyjemy. Nie chodzi rzecz jasna o suchy zapis uwarunkowań i środków, jakimi posługuje się dany artysta. Klucz leży w jednostkowym losie ludzkim, może nawet samym akcie psychicznym. Tak powstaje przekonywujące świadectwo artystyczne. Jest ono odzwierciedleniem rozterek naszego wieku, „w którym coraz mniej słyszy się hymnów – jeżeli, to samotne – a coraz więcej skarg, pesymizmu i ironicznych żartów[5]. To świadectwa dysharmonii.

MAL ARS TWO


Wchodząc na drugie piętro galerii przy Zamojskim Domu Kultury 28 października 2011 roku, mogliśmy oglądać wystawę ośmiorga młodych artystów związanych z Lublinem. Główną formą wyrazu jaką przyjęli: Karolina Komorowska, Anna Kuc, Justyna Kiersztyn, Emilia Kołowiecka, Krzysztof Bryła, Rafał Czępiński, Maksymilian Cieślak oraz Piotr Szczur, było malarstwo. Taki też tytuł całemu przedsięwzięciu nadał Sławomir Toman – artysta poruszający się w tradycji popartu, który stał się kuratorem wystawy. A więc MAL ARS TWO. Rozdzielnie poszczególnych członów tytułu nakazuje nam potraktować sprawę nieco uważniej. Dzięki niemu zaistniał pewien rodzaj zawieszenia, ciszy – element niepokoju już „na wejściu” dający do myślenia.

Artykuł ukazał się pod tytułem W kręgu malarstwa młodych 


 Zdjęcia z kolekcji Sławomira Tomana
[1] Pisałam o tym szerzej w artykule: „Sztuka w przerwie” Zamość 2011. W poszukiwaniu tożsamości współczesnego świata, „Zamojski Kwartalnik Kulturalny” nr 1 (106) 2011, s.68.
[2] Zob. J. Ludwiński, Epoka błękitu, Kraków 2009, s. 183.
[3] M. Porębski, Problematyka aksjologiczna w badaniach nad sztuką, [w:] Problematyka aksjologiczna w nauce o literaturze, studia pod red. S. Sawickiego, A. Tyszczyka, Lublin 1992, s. 51.
[4] M. Gołaszewska, Aksjologia estetyki, , [w:] Problematyka aksjologiczna w nauce o literaturze, s. 36-38.
[5] M. Rostworowski, Wędrowny Sztukmistrz. Dedykowane Norwidowi eseje o malarstwie polskim, Warszawa 1990, s. 10.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.