Koszykarze na wózkach

Artykuł ukazał się w zamojskiej “Kronice Tygodnia” w 2007 r.

Większości z nas niepełnosprawność kojarzy się z brakiem zaradności i samotnością. Na szczęście te niechlubne stereotypy przełamują sami niepełnosprawni. Takich „bohaterów dnia codziennego” coraz częściej możemy zobaczyć w telewizji. Nierzadko spotyka się ich także na ulicach naszego miasta. Są pełni inwencji. Wielu z nich odnosi sukcesy na polu sportowym. Żywym przykładem na to jest zamojska drużyna koszykówki na wózkach. Zespół zrzesza się w Integracyjnym Klubie Sportowym „Tarpan”, któremu prezesuje długoletni działacz na rzecz osób niepełnosprawnych Tadeusz Pominkiewicz. Siedzibą klubu jest zamojski OSiR. Choć nie są wolni od trosk, to jednak nie dają za wygraną.

DSC04517

Koszykarze z Zamościa

Zasady gry w koszykówkę na wózkach różnią się nieco od norm, obowiązujących pełnosprawnych zawodników. Wprowadzona jest na przykład punktacja medyczno – sportowa. Ustala ją klasyfikator Polskiego Związku Osób Niepełnosprawnych w zależności od schorzenia danego gracza. Im większy uszczerbek na zdrowiu, tym niższa punktacja. W skład pierwszej „piątki” mogą wchodzić zawodnicy nie przekraczający w sumie 14,5 punktu.
– Idea koszykówki na wózkach w Polsce sięga jeszcze lat 70 ubiegłego stulecia. Wówczas nasza reprezentacja zadebiutowała na rozgrywkach Mistrzostw Europy w Holandii. Od tamtego czasu przybyło nam zespołów sportowych. Obecnie w kraju działa amatorska Liga Koszykarzy na Wózkach. Mecze są rozgrywane w dwóch grupach: w grupie A (tzw. I liga), oraz w grupie B (tzw. II liga)- W tajniki wprowadza nas Sławomir Gorzkowicz, od piętnastu lat na wózku, zaś od dwunastu aktywny sportowiec. W tym roku obchodził dziesięciolecie gry w Kadrze Narodowej. Choć na co dzień jest mieszkańcem Zamościa, to jednak na treningi postanowił dojeżdżać do oddalonego o przeszło 160 km Rzeszowa. Tam odbywają się dwa razy w tygodniu spotkania grupy A. W Zamościu, jak na razie, funkcjonuje jedynie druga liga.
-Wszystko czego nauczyłem się przez lata, grając w kosza w drużynie rzeszowskiej, teraz przekazuję chłopakom z Zamościa. – opowiada dalej Sławek – Często spotykamy się na OSIR-ze. Pomagam im spojrzeć na ten sport z innej perspektywy, a nie jest lekko. Nieraz walczymy z wciąż psującym się sprzętem. Czasem z samym sobą. Koszykówka to sport kontaktowy. Łatwo o kontuzje.
Ostatnio na własnej skórze doświadczył tego jeden z zamojskich koszykarzy – 29- letni Piotr Decyna, mieszkaniec wsi Siedliska. Dziesięć lat temu wskutek wypadku kolejowego stracił obie nogi. W zespole gra od trzech lat. Jest bardzo ambitny. Chce coś osiągnąć.
– Gdyby znaleźli się sponsorzy i trener z prawdziwego zdarzenia moglibyśmy daleko zajść.-mówi – Sławek dużo dla nas robi, ale nie ma go z nami na meczach wyjazdowych, a właśnie wtedy najbardziej potrzebujemy trenera. Jest też problem ze sprzętem. Nie da się przecież grać na rozsypujących się wózkach.
Do rozmowy dołącza rozgrywający drużyny – Paweł Iwanicki. Po wypadku, któremu uległ siedem lat temu, ma uszkodzony kręgosłup w odcinku lędźwiowym. Do Zamościa na treningi dojeżdża od czerech lat z Niemirówka Kolonii.
– Nie ma się czemu dziwić, wózki nie były przecież nowe. Dostaliśmy je w spadku od innych drużyn. O – mój na przykład jest z Konstancina, a tamten z Rzeszowa – mówi zawsze uśmiechnięty Paweł. Wskazuje na wózek kolegi , 23-letniego Krzysztofa Dąbrowskiego, także po urazie kręgosłupa. Krzysiek jest studentem trzeciego roku Wyższej Szkoły Humanistyczno Ekonomicznej w Zamościu. Mieszka w Telatynie Kolonii . Na wózku od dwóch lat. Wiele łączy go z Jarkiem Skowrońskim. Obaj studiują na tej samej uczelni, są rówieśnikami i obaj ulegli wypadkowi samochodowemu. Są młodzi. Nie mają pewności, czy zwiążą się z koszykówką na stałe. Grają w Zamościu od roku. Na boisku czują się jeszcze zagubieni.
Ireneusz Kolanko, 37-letni mieszkaniec Ulhówka, jest w zespole od dziesięciu lat. Gra na pozycji skrzydłowego. Na wózek usiadł dwadzieścia lat temu. W wypadku motocyklowym uszkodził sobie rdzeń kręgowy. Na meczach grywa na swoim prywatnym wózku. Też chciałby mieć sprzęt klubowy, ale wie, że to wydatek rzędu 12 tysięcy zł., a klub jest biedny. Sam również nie jest w stanie dokonać takiego zakupu. Za te pieniądze można już sobie sprawić niezły samochód. Irek nie ma złudzeń. Zna życie dobrze.
– Pobawię się w kosza jeszcze z parę lat -opowiada – Lubię to, ale niestety nie mogę się całkowicie poświecić sportowi. Muszę pamiętać o rodzinie. Mam żonę i dwoje dzieci.
Jest aktywny zawodowo. Pracuje w firmie internetowej. Uczy się. Koszykówka jest dla niego formą aktywnej rehabilitacji.
Podobnie przygodę z koszykówką traktuje Marek Iwanicki. Zasłużony gracz zespołu Zamościa. Z drużyną jest od przeszło piętnastu lat. Ten 47-letni mieszkaniec Maził, niewielkiej miejscowości w powiecie tomaszowskim, na wózku jeździ od dwudziestu sześciu lat. Niestety aktualny stan zdrowia zmusił go do zwolnienia tempa. Jednak zamojscy koszykarze zawsze mogli na niego liczyć. Chętnie widziałby w szeregach IKS-u więcej młodych, prawdziwie zaangażowanych zawodników, ale o takich trudno.
Od kilku dni odbywa się w Zamościu zgrupowanie, przygotowujące naszych wózkowiczów do kolejnego spotkania ligowego. Trenują na pachnącej nowością hali OSiR. Pod czujnym okiem prezesa klubu -Tadeusza Pominkiewicza odzyskują formę. Drugi, z trzech zaplanowanych, turniejów grupy B odbędzie się w Poznaniu, w terminie między 23 – 25 marca 2007 roku. Udział w nim wzięły drużyny: IKS „Tarpan” Zamość, PPSON „Start” Białystok i UKS Poznań. Przed nimi jeszcze majowy turniej, zamykający rozgrywki drugiej grupy, który z kolei odbędzie się w Zamościu. Trzymamy za nich kciuki.