Gdy pasja staje się życiem

Tekst ukazał się w Kwartalniku Kulturalnym 1 (114) 2013, oryginał możesz zobaczyć tutaj 

Szczypiące igły piachu. Kurz zabierający oddech. Poroże martwego koziorożca. Skały. Kajak, dookoła woda i siła własnych mięśni. Samotne oczy dziecka, broń. Fascynacja przemieszana z lękiem. Ciągły ruch jak narkotyk. Bezkres pejzażu. Dialog z samotnością. Ciekawość świata i radość ze spotkania z Innym. Przekraczanie siebie. Droga… Krótkie powroty i znów przemieszczanie się… Czy pasja podróżowania może pokonać niepełnosprawność i ból po utracie bliskich? Jaki naprawdę jest Afganistan? Co czuje człowiek, który na motocyklu przemierza świat? O tym i jeszcze kilku innych rzeczach dowiemy się ze „slajdowisk” – spotkań organizowanych przez Andrzeja Bulaka – założyciela i koordynatora Zamojskiego Klubu Podróżników „Śródziemie”.

Slajdowisko "Pustynia Negev"

Slajdowisko “Pustynia Negev”

„Slajdowiska”, czyli właściwie co?

 Na trasie między Zamościem a Szczebrzeszynem, niedaleko starej cukrowni, w zabytkowym budynku przy drodze mieści się Restauracja „Klemens”. Jej właściciele są przyjaźni nie tylko spragnionym dobrej strawy i noclegu, ale także wszystkim, którzy fascynują się podróżami. Państwo Nogalscy są pełni pasji – na terenie przyrestauracyjnym znajduje się Muzeum Skarbów Ziemi i Morza – potrafią też docenić pasję innych. Właśnie to urokliwe miejsce Andrzej Bulak wybrał do organizowania konwentów podróżniczych. Raz w miesiącu, (zazwyczaj jest to ostatni piątek miesiąca) zaprasza znanych podróżników, dziennikarzy i pasjonatów wędrówek, aby opowiadali o tym, co udało im się zobaczyć i przeżyć podczas wypraw. Goście przywożą ze sobą zdjęcia, wyświetlają je w formie slajdów, snują swe historię, a po spotkaniach odbywa się losowanie upominków sponsorowanych przez Księgarnię „Chrząszcz” ze Szczebrzeszyna. Każdy, kto pojawi się na „slajdowisku” może wymieniać się własnymi spostrzeżeniami, zadawać pytania, jednym słowem – uczestniczyć czynnie w każdym spotkaniu.

W „Klemensie”, jak dotychczas, odbyło się pięć „slajdowisk”. W sumie było ich piętnaście, dziesięć poprzednich zrealizowano w Zamościu[1], jednak docelowym miejscem stała się restauracja państwa Nogalskich i Szczebrzeszyn. To właśnie tam Olga Morawska, wdowa po zmarłym tragicznie himalaiście – Piotrze Morawskim, opowiadała o swojej pasji podróżowania (30.11.2012). „Małe Wielkie Podróże” – pod takim wezwaniem realizowane było spotkanie – to także tytuł książki Morawskiej. Autorka przedstawia w niej osobistą przygodę z krajobrazami Szkocji, jej kulturą i mieszkańcami. Wraz ze swoimi dwoma synami wędrowała po krainie zamków i potwora z Loch Ness częściowo na piechotę, autostopem, częściowo pociągiem, a także samochodem. W swoich retrospekcjach odtwarza zakątki, które koniecznie trzeba zobaczyć, mówi między innymi o tym, co warto zjeść i gdzie się udać, aby zobaczyć Szkocję z nieco innej perspektywy. Olga Morawska wydała także serię książek opisujących wakacje: w Danii, Norwegii, Kanadzie, Nepalu oraz RPA. Przekonuje w nich, co robiła także na „slajdowisku”, że podróżnikiem może zostać każdy, wystarczą chęci i zew przygody.

W Restauracji „Klemens” o swojej robinsonadzie opowiadał też Jan Wardach (28.12.2012), z urodzenia chełmianin, na stałe mieszkający w Zamościu. Wardach wybrał się na samotną wyprawę rowerem na południe Izraela, na pustynię Negev. Na kolejnym „slajdowisku” (25.01.2013) spotkaliśmy się z Arturem Labuddą z Helu, który w wyniku wypadku utracił obydwie nogi, co nie przeszkodziło mu wraz z Robertem Paseckim wyruszyć „po przekątnej” kraju – z Bieszczad do Świnoujścia kajakiem (to zresztą nie jedyny wyczyn niepełnosprawnego podróżnika). Obydwaj globtroterzy podzielili się swoimi wrażeniami z tej wyprawy. Bohaterami dwóch następnych „slajdowisk” byli Ryszard Majewski (22.02.2013) – reporter Radia Lublin w Iraku oraz Motocyklowy Klub Podróżników „Strangers” (22.03.2013).

W Polsce organizowane są obecnie dwie renomowane imprezy skupiające pasjonatów podróży. Są to organizowane w Gdyni Ogólnopolskie Spotkania Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów – Kolosy, na których przyznawane są nagrody za podróżnicze dokonania roku[2]. W jednej z edycji Kolosów wyróżniony został także Artur Labudda za samotną ekspedycję quadem dookoła granic Polski. Drugim takim miejscem jest Wejherowo. Tam z kolei odbywa się Festiwal Przygody „Wanoga” (w języku kaszubskim „wanoga” oznacza podróż lub wędrówkę, a także określenie nieco z przymrużeniem oka kogoś, kto wciąż wędruje, podróżuje, czyli „wanożi”)[3]. Czy Szczebrzeszyn ma szansę stać się jednym z takich miejsc?

Skąd pomysł na takie spotkania?

Andzrej Bulak i Olga Morawska na jednm ze spotkań, 30.11. 2012

Andzrej Bulak i Olga Morawska na jednm ze spotkań, 30.11. 2012

 Jak przekonuje Andrzej Bulak[4] – założyciel Zamojskiego Klubu Podróżników „Śródziemie”, który jest oddziałem krakowskiego klubu, działa jednak niezależnie od niego, na zasadach partnerskich – na początku była pasja podróżowania. Swoją indywidualną przygodę z wędrowaniem rozpoczął niedługo po tym, jak uległ wypadkowi. Miał problem ze sprawnością i borykał się z wieloma problemami. Podróże pozwoliły mu nie tylko przezwyciężyć swoje własne ograniczenia, ale także pokazać innym, że tak naprawdę prawdziwe bariery tkwią nie w naszej fizyczności a umysłach. „Nie możemy stać w miejscu – mówi Bulak – musimy iść do przodu, poznawać, zwiedzać, odczuwać… W drodze możesz liczyć tylko na siebie, musisz się ciągle przełamywać, walczyć z nieśmiałością i lękiem przed drugim człowiekiem”. Interesują go zwłaszcza tereny byłego Związku Radzieckiego. Wspomina samotną wyprawę do Kijowa, marzy o odwiedzeniu Syberii, wciąż podkreśla też piękno rodzinnego Roztocza – Małych Bieszczad.

J.Wardach i A. Bulak, Slajdowisko Pustynia Negev, restauracja Klemens, 28.12.2012, arch. A.Bulaka

J.Wardach i A. Bulak

 Pomysł na przetransponowanie „slajdowisk” na nasze tereny narodził się w jego głowie kilka lat temu na jednym ze zlotów podróżniczych, gdy poznał członków Krakowskiego Klubu. Jednak realizację projektu odkładał pochłonięty własnymi wyprawami. Tak działo się aż do marca ubiegłego roku, do momentu inauguracji spotkań zamojskich w Restauracji „Bohema”. Po jakimś czasie uznał, że „slajdowiska” lepiej sprawdzą się w jego rodzinnym Szczebrzeszynie. „Pomyślałem – opowiada Bulak – przecież Szczebrzeszyn jest także piękny i ludzie tutaj mieszkający bardzo potrzebują tego typu spotkań”. Wszystko organizuje sam, dociera do gości, prowadzi stronę internetową, zaprasza do wspólnych wypraw pasjonatów z całej Polski. Swoim entuzjazmem zaraża innych, którzy chętnie go wspierają, tak jak ma to miejsce w przypadku właścicieli Restauracji „Klemens” czy Księgarni „Chrząszcz”. Co istotne, zarówno działanie Klubu, jak i same konwenty funkcjonują na zasadach „non profit”. Podróżnicy przyjeżdżający na „slajdowiska” niekiedy pokonują tysiące kilometrów zupełnie za darmo, aby podzielić się swoja pasją z innymi.

Bieguni

Podróżnicy, zwani po kaszubsku wanożi, mają w sobie także coś z „biegunów”, o których pisała Olga Tokarczuk. „Bieguni”, jak objaśnia pisarka, to odłam prawosławnych starowierców. U podstaw ich wiary odrzucającej hierarchię kościelną, stało przeświadczenie, że świat, w którym żyjemy, jest przesiąknięty złem. Ma ono największą moc, gdy człowiek stanie w miejscu, gdy podda się jednostajnemu życiu i ugrzęźnie w martwym punkcie własnej egzystencji. Jedynym ratunkiem przed tak rozumianym złem jest podróż, bezustanny ruch. Stary „biegun” z powieści Tokarczuk nakazuje: „Kiwaj się, ruszaj się, ruszaj. Tylko tak mu umkniesz. Ten, kto rządzi światem nie ma władzy nad ruchem i wie, że nasze ciało w ruchu jest święte, tylko wtedy mu uciekasz, kiedy się poruszasz. On sprawuje rządy nad tym, co nieruchome i zmartwiałe, nad tym, co bezwolne i bezwładne. Więc ruszaj się, kiwaj, idź, biegnij, uciekaj, gdy tylko się zapomnisz i staniesz, pochwycą cię jego wielkie ręce, zmienia cię w kukiełkę, owieje cię jego oddech, cuchnący dymem i spalinami, i wielkimi śmietniskami za miastem. On zamieni twoją barwną duszę w małą płaską duszyczkę, wyciętą z papieru, z gazety, i będzie ci groził ogniem, chorobą i wojną, będzie straszył, aż stracisz spokój i przestaniesz spać. Oznaczy cię i wpisze w swoje rejestry, da ci dokument tego upadku. Zajmie ci myśli nieważnymi rzeczami, co kupić, co sprzedać, gdzie taniej, a gdzie drożej. Będziesz się odtąd martwić drobiazgami – ceną benzyny i jak ona wpłynie na spłatę kredytu. Będziesz przeżywać każdy dzień jakbyś żył za karę, lecz kto popełnił zbrodnię i jaką, i kiedy, nie dowiesz się nigdy” [5].

DSC_0014

Zdjęcia z podróży, Walia 2014

Myliłby się ten, kto uznałby, bycie w ruchu, o jakim mówią „bieguni”, za objaw desperackiego eskapizmu. Proponowana przez nich ucieczka przed zastygłym pozorem świata, kodami codzienności i iluzją życia – niewiele ma z nim wspólnego. To raczej odzyskiwanie dystansu, właściwej perspektywy wobec otaczającego świata i siebie, a przede wszystkim podążanie za głosem wewnętrznego nakazu. „Biegunów” łączy pasja, wiara w samorealizację i doskonalenie się. Wędrować w tym sensie, stawać się „biegunami”, można na wiele sposobów. Niektórzy „biegną” we własnych snach, śnią mapy i podróżują baśniowymi szlakami, które pozwalają im zachować wielobarwne dusze. Są tacy, co odnajdują drogę w opasłych tomach, nierzadko spisywanych przez wielkich podróżników, widząc w nich nie tylko odkrywców nieznanych lądów, ale i ludzi, z którymi chcieliby się utożsamić. Być może brak im odwagi, by samemu zrobić pierwszy krok. Bywają też całe grupy wiedzione ciekawością obieżyświatów. Wsiadają w pociągi, samoloty, autokary, wyruszają na popularne dziś wycieczki trasami turystycznymi. Wprawdzie czasem tracą coś z autentyczności odwiedzanych miejsc – poruszając się przetartymi szlakami, zazwyczaj wytyczonymi z dala od życia rdzennych mieszkańców – zyskują jednak obraz świata wykraczający poza granice ich własnej codzienności. Inni – ci ogarnięci największą pasją – wybierają najtrudniejszą z dróg. Wędrują urwiskami, wspinają się w góry, pokonują pustynie lub rwące rzeki. Niektórzy wchodzą w sam środek cyklonu, by nieść refleksję, że gdzieś tam poza naszym jednostkowym życiem, toczy się równoległe. To „bieguni”, jeśliby tak rzec, najczystszej rasy, a może lepiej – najbliżsi ich potomkowie? „Slajdowiska” organizowane przez Andrzeja Bulaka łączą „biegunów” różnej maści. To świat pasji stworzony z myślą o pasjonatach.


 Przypisy
[1]S.Greszta, Mongolia – nieznany horyzont (24.03.2012); R.Majewski, Prawdziwe oblicze, nie tylko na linii frontu, Afryki i Afganistanu (02.04.2012); J.Wardach, Moja przygoda z rowerem – spotkania w drodze (16.04.2012); A. Labudda, Granicami bez granic (30.04.2012); P. Strzeżysz, Rowerem przez Kordyliery (07.05.2012); L.Flaga, Spływy na Kresach (28.05.2012); I.Szumacher, A.Piątek, „Polskie Andy” –śladami przedwojennych polskich andystów (11.06.2012); S.Kowalczyk, Uganda i Sudan Południowy – na ścieżkach Bożej Armii Oporu(25.06.2012); G.Gontarz, S.Gontarz, P.Zaśko, Przez śniegi Zielonego Lądu – Grenlandia 2008 (09.07.2012); A.Biedroń, K.Slezak,M.Chełstowski, Podróże motocyklowe Strangers (23.07.2012)
[2] http://www.kolosy.org/
[3] http://imprezypodroznicze.pl/festiwale/festiwal-przygody-wanoga
[4] A. Bulak wywiad udzielony autorce tekstu 6.01.2013
[5] O. Tokarczuk, Bieguni, Kraków 2007, s.291-292.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.