W poszukiwaniu antagonisty. o wątkach egzystencjalnych w twórczości Kornela Filipowicza

Diada rozproszona

Bohater jednego z opowiadań Kornela Filipowicza dzieli się refleksją na temat śmierci pewnego człowieka. Dowiedział się o niej przypadkiem z zagranicznego radia. Mężczyzn nie łączyło żadne pokrewieństwo, jednak wiadomość o tej śmierci spowodowała wrażenie, jakby część jego samego uległa unicestwieniu. Człowieka, żyjącego od 30 lat tysiące kilometrów od niego w zupełnie innym świecie, nazywa swoim antagonistą.

Kornel Filipowicz, foto. Wojciech Plewiński

[I]stniał jako moje przeciwieństwo lub – inaczej powiedziawszy – ja istniałem jako jego zaprzeczenie. Można by też inaczej określić nasz związek: byliśmy jakby dwoma różnoimiennymi, ale połączonymi ze sobą trwale, jak w magnesie, biegunami tego samego ciała[1].

Różniło ich niemal wszystko. Począwszy od stosunku do świata materii, a skończywszy na polityce i wglądzie w historię ojczyzny. Łączyło – zamiłowanie do negacji, choć w sferze sporów pozostawał sam sposób jej interpretowania. Bohater i jego antagonista także w kwestii pojęciowej mieli odmienne zdania. Mimo to istnienie mężczyzn było ściśle powiązane. Dwie strony tego samego medalu? A może wystrzelona w przestrzeń kosmiczną kometa złożona z dwóch, splecionych jak warkocze ciał, z których każde skierowane jest w innym kierunku, mimo że pochodzą z tego samego jądra? Narrator opowiadania – alter ego pisarza wyznaje:

Nasza rozbieżność zdań obejmowała już wszystko: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, ziemię i kosmos, świat rzeczy martwych i istot żywych. Dotyczyła ludzi, owadów, skał, rzeźb, faktów, uczuć, polityki, religii, filozofii – i boja wiem jeszcze czego? Wszystkiego. […] Naszym ulubionym zajęciem […] było na przykład wynajdywanie dla każdej rzeczy odpowiedniego przeciwieństwa. Była to pasjonująca zabawa, ale nie wszystkie rzeczy wydawały się mieć swoje pojęcia antynomiczne. Napotykaliśmy często wielkie trudności w ich znalezieniu. Nie przejmowaliśmy się tym zbytnio, wymyślaliśmy na poczekaniu pojęcia nieistniejące. Cóż z tego, że nie było ich na ziemi? Widocznie istniały gdzieś we wszechświecie, skoro je wymyśliliśmy! Na początku więc była zabawa, ale już wtedy zaczęliśmy się niepostrzeżenie oddalać od siebie.

W końcu doszło między nami do takiej obcości, że na dobrą sprawę powinny były powstać dla nas dwa odrębne światy i dwie ziemie, na których moglibyśmy spokojnie żyć,i nic o sobie nie wiedząc, odkrywać, nazywać i urządzać wszystko po swojemu od początku. Mogło się […] wydawać, że nasza walka jest grą. Nie była to jednak gra. Żyliśmy i zwalczaliśmy siebie, naprawdę nienawidząc się. [A]le rzecz zastanawiająca – nigdy chyba (naprawdę) nie życzyliśmy jeden drugiemu śmierci.Musieliśmy się zwalczać, aby zachować nasze odmienne światopoglądy. Ale zwalczając się – potrzebowaliśmy swojego istnienia[2].

Próbując odtworzyć przymioty człowieka wypowiadającego podobne słowa, natrafimy na istotne cechy jego usposobienia. To osoba o temperamencie polemicznym, gotowa do starć w obronie głoszonych idei, lecz nie bezwzględna. Jak szachista-kreator stara się rozgrywać zawsze „białymi pionami”. Jest przenikliwym analitykiem, który ulega namiętności katalogowania według własnych reguł. Zadziwia się przy tym zmiennością kształtów w różnych układach perspektywicznych. To także filozofujący rewizjonista – zachowuje dystans, zawiesza głos, dostrzegając afekty ludzkiego działania. Jeśli konfesja bohatera jest konfesją samego pisarza, trzeba przyznać, że mamy do czynienia z niezwykłą osobowością twórczą. Wejście w jej narrację, to zapowiedź skupienia i przenikliwości, ale też bycia otwartym na ambiwalencję. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że większość przedstawionych w tym świecie zjawisk i zdarzeń ma inne, odwrócone znaczenie,niż mogłoby się pozornie wydawać. W opowiadaniu Śmierć mojego antagonisty (przywołanym na początku) Filipowicz konkluduje:

Istniałem tak długo, póki istniało moje przeciwieństwo, dopóki istniał negatyw, którego forma, rysunek były wiernym odbiciem mojej osobowości. Wszystkie szczegóły tego negatywu zgadzały się dokładnie z moimi cechami – tyle tylko, że były ich odwrotnością.Wzniesienia odpowiadały wgłębieniom, kolory miały swoje barwy dopełniające.Cienie mojego negatywu były moimi światłami. W dniu, w którym znikły cienie mojego antagonisty – zgasły także moje światła[3].

Opisywany antagonista pozostaje bezimienny. Nie wiemy, kim był człowiek odgrywający w życiu pisarza tak ważną rolę. Człowiek, którego śmierć zrodziła ujmujące i odważne wyznanie osobistej śmierci. Sam autor nie pozostawia zbyt wielu indykacji. Zresztą ta wiedza wydaje się zbyteczna. Przynajmniej tu i teraz, gdy przytaczane są wersy tego opowiadania. Liczy się co innego – wyrazista osobowość twórcza Filipowicza, z jednej strony przyznającego się otwarcie do agonu, z drugiej zaś skromnego artysty dostrzegającego wagę oponenta. Czytając Śmierć antagonisty w tym kontekście, nasuwają się kolejne pytania.

Skoro z zamysłu pisarza tajemnicą pozostaje, kim był ten, konkretny antagonista, dlaczego by nie potraktować opisywanej postaci metaforycznie jako rodzaju właściwości pisarskiej? Wówczas,na zasadzie per analogiam, powinniśmy zapytać bardziej ogólnie: kim jest – jeśli istnieje – antagonista w pozostałych tekstach pisarza, także wcześniejszych? Może okazać się nim pewna idea lub też,że oponentów jest więcej i właściwiej byłoby mówić o antagonistach w liczbie mnogiej? Czy istnieje możliwość występowania proponowanych rozwiązań paralelnie?Taki punkt wyjścia – oparty na przekonaniu o dopuszczalności podobnych reinterpretacji – wymaga odpowiedniej metodologii oraz uzasadnienia.Ostatecznie, jaki ma być cel odnalezienia rozumianego w ten sposób antagonisty?I czy rzeczywiście światła pisarza zgasły, jak sam wieszczy w przytoczonym wyżej fragmencie opowiadania?

Dalszy ciąg rozdziału oraz spis treści całej książki został zdeponowany w Repozytorium Cyfrowym CEON, gdzie jest dostępna jego oryginalna i pełna wersja. Bardzo proszę w razie cytowania lub odwoływania się do jego treści o podawanie poniższego linku. Dziękuję
https://depot.ceon.pl/handle/123456789/16231


[1] Wszystkie cyt. za wyd.: K. Filipowicz, Śmierć mojego antagonisty, w: Śmierć mojego antagonisty, Kraków 1972, s. 8.

[2] Tamże, s. 12-15.

[3] Tamże, s. 16-17.