Polska wielokulturowa – zaginione historie

Opowieść o żydowskim Zamościu

Tekst ukazał się drukiem w “Kwartalniku Kulturalnym” w 2010 ZKK nr 3
Widok od Rynku Solnego, fot. J. Gorzkowicz, Zamość 2010

Widok od Rynku Solnego, fot. J. Gorzkowicz, Zamość 2010

Początki

Powszedniość żywi się stereotypami, zacierając ślady wszelkiej odrębności. Patyna czasu omamia. Nawet wewnętrzny głos zaprzecza istnieniu zaginionych światów. A jednak w oswojonej rzeczywistości majaczą ludzkie losy, losy zamojskich Żydów. Idąc dziś wzdłuż Rynku Solnego nie pamiętamy, że poruszamy się w obrębie dawnej dzielnicy żydowskiej. Wiele się tu zmieniło od czasów, kiedy Mosze de Mosse Cohena, jako przedstawiciel Żydów sefardyjskich, otrzymał od Jana Zamoyskiego przywilej lokacyjny. W tamtym okresie prawo do osiedlania się przy ulicy Szewskiej mieli wyłącznie Sefardyjczycy. Przybywali z bliskiej Hetmanowi Italii, z Półwyspu Iberyjskiego i z Turcji. Nowi osadnicy posługiwali się tajemniczo brzmiącym językiem ladino, będącym w istocie dialektem hiszpańskim, wiele czasu spędzali na rozmyślaniach o Bogu i byli bardzo szanowanymi osobistościami. Do miasta nadciągali na ogół ludzie zamożni, dobrze wykształceni: lekarze, aptekarze, uczeni, także producenci wyrobów luksusowych i bogaci kupcy. Kto wie może i w tamtym czasie przywędrowali do nas potomkowie szlachetnego Mojżesza Majmonidesa– hiszpańskiego filozofa – arystotelika? Powiadają, że jego Przewodnik błądzących nawet dzisiaj w ortodoksyjnych kręgach uznawany jest za księgę zakazaną, a co dopiero w XII wieku, w którym żył.

ZamoscMiedzywojnie

Zamość z okresu międzywojennego, fot. z Archiwum Miasta Zamościa

Żydzi sefardyjscy wykazywali zainteresowanie teologią mistyczną. Szczególny nacisk kładli na strukturę i dynamikę natury boskiej. Z czasem, te zainteresowania przekształciły się w kabałę – naukę o wiedzy tajemnej, dotyczącej sensu ludzkiej egzystencji. W myśl ezoterycznych zasad Bóg jawił się, jako niepoznawalny Absolut bez początku i końca.  Świat miał wyłonić się w drodze emanacji za pośrednictwem dziesięciu boskich struktur tzw. sfirot. Zapewne Sefardyjczycy, przybywając do Zamościa przywozili ze sobą  Sefer  Ha –Zohar, w skrócie Zohar, Księgę uchodzącą za najważniejsze dzieło kabalistów. Nazywana Księgą Blasku miała postać komentarzy do Pięcioksięgu – Tory oraz pozostałych pism biblijnych. Według niej Bóg stworzył kosmos za pomocą dziesięciu sfirot – boskich naczyń, wypełnionych światłem, które wyemanował z siebie Stwórca oraz z dwudziestu dwu liter alfabetu hebrajskiego. Litery te podzielone są na różne grupy i odzwierciedlają trzy wymiary przestrzeni, czasu i ludzkiej duszy. Niektóre z naczyń- sfirot nie wytrzymały naporu światła Boskiego i popękały, tworząc skorupy, zaś iskierki światła rozproszyły się. W wyniku tego świat stał się niedoskonały. Pojawiło się w nim mocarstwo zła z Samaelem i jego hordami na czele. Kabaliści wierzyli, że człowiek będąc mikrokosmosem, posiada te same moce twórcze, jakie przenikają kosmos. Może więc z pomocą kombinacji liter skonstruować zarówno sztuczne zwierzęta, jaki i sztucznych ludzi- golemów. Gdy dziesięć sfirot współgra ze sobą, korzysta na tym cały świat. Jednak, gdy harmonia zostaje zachwiana i grzech ludzki oddzieli jedną ze sfirot, na świat sypią się nieszczęścia.

Jatki Przy Ulicy ZamenhoffaL.50

Jatki przy ulicy Zamenhofa, lata 50-siąte , fot. z Archiwum Miasta Zamościa

Z biegiem lat do Zamościa trafiali także wypędzani z Europy środkowo-wschodniej Żydzi aszkenazyjscy. Ich pochodzenia doszukiwano się w nieznanym plemieniu biblijnych Aszkenazów. Średniowiecze zwykło nazwy tej używać na określenie ludności, zamieszkującej obszar Niemiec. Oba odłamy judaizmu znacznie się różniły, do dziś zresztą zachowały odmienną tożsamość. Główne różnice można było dostrzec w liturgii, zwyczajach, metodach nauki i stosunku do kultur krajów przebywania, sposobie przyswajania tradycji mistycznej i przesądów ludowych. Aszkenazyjczycy posiadali zdecydowanie mniejszą erudycję świecką. Asymilacja przychodziła im z wielkim trudem, zaś całe swe życie podporządkowywali nauce Talmudu. Księga ta zbiór pism, poświęconych opracowywaniu ustnej Tory, będącej werbalnymi komentarzami tekstu biblijnego- była dla nich jednym z najważniejszych dzieł. Za sprawą Żydów niemieckich powstawały jesziwy, talmudyczne uczelnie, gdzie obok studiów nad Biblią zajmowano się także mistycyzmem. Miał on nieco inny charakter niż nurt kabalistyczny. W centrum stawiał pojęcie Kawod,czyli Chwały Bożej, która była emanacją samego Boga. Ten ruch teozoficzny, nazywany Chasidei Aszkenaz, ściśle wiązał się z niemieckimi pietystami żydowskimi. Lubowali się oni w ascezie, dużą rolę przywiązując do codziennych rytuałów i wierzeń magicznych. Nauki z tego zakresu miały jednak wymiar ściśle elitarny. Większość Aszkenazyjczyków skupiała się raczej na sprawach drugorzędnych, takich jak: antyintelektualizm, umartwianie duszy i grzesznego ciała a także znaczne uwypuklanie moralnej strony życia. Takie traktowanie religijności zaowocowało specyficzną architekturą synagogalną. Budowano świątynie – szuł, typu bejt ha-midraż – przystosowane zarówno do modłów, jak i do nauki.
Status materialny osadników z Europy środkowo-wschodniej nie był najlepszy, mimo to nie brakowało im życiowego sprytu. Dzięki Aszkenazyjczykom ulice Zamościa zapełniły się arendarzami, licznymi kramarzami i rzemieślnikami. W prowadzonych przez nich szynkach rozbrzmiewał jidyszdajcz, łączący elementy dialektu niemieckiego, hebrajskiego i aramejskiego. Choć wzajemne stosunki obydwu grup wyznaniowych nie należały do najłatwiejszych, na początku nawet sefardyjscy rabini nie zezwalali na małżeństwa ze współwyznawcami z Niemiec, to jednak z czasem nastało obopólne zawieszenie broni. Już w siedemnastym wieku gmina aszkenazyjska rozrosła się do takich rozmiarów, iż sądzono, że całkowicie wchłonęła kahał Sefardyjczyków.

Sztełt – mała ojczyzna

Stopniowo dawny Zamojszcz stawał się namiastką Izraela. Żydowscy przybysze skupieni w miasteczku – ojczyźnie, nazywanym w języku jidysz – sztetł , tworzyli w Zamościu prężne środowisko. Zamieszkiwali w północno-wschodniej część śródmieścia w obszarze Rynku Solnego i obecnych ulic Pereca i Zamenhofa.Mogli poszczycić się wyjątkową synagogą. Jeszcze teraz na skrzyżowaniu Bazyliańskiej i Zamenhofa możemy oglądać późnorenesansową bóżnicę. Wbrew obiegowym opiniom nigdy nie była ona miejscem czysto sakralnym. Mieściła różne urzędy gminne: kancelarię, archiwum, pomieszczenia sądów rabinackich, skarbiec. Stawała się nieraz przytułkiem dla wędrowców, a nawet więzieniem. Dziś nie spełnia pierwotnej funkcji, jest własnością Fundacji Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego. Dawni mieszkańcy mieli cheder, gdzie chłopcy uczyli się czytać po hebrajsku. Posiadali także łaźnię, przeznaczoną do rytualnych kąpieli, tzw. mykwę, i własny szpital.
Niebawem „osadnicy” stali się integralną częścią zamojskiego krajobrazu. Z czasem, gdy kahał rozrastał się, zajęli peryferie miasta. Żydowskie przedmieście ciągnęło się od strony Starej Bramy Lwowskiej w kierunku Nowej Osady, założonej na początku XIX w. Przy dzisiejszej ulicy Gminnej 32 zachowała się druga bóżnica, która od lat powojennych jest siedzibą przedszkola. W latach trzydziestych XX-tego wieku wspólnota żydowska była dość pokaźna, bo liczyła około 12 tysięcy osób.
Na rogatkach miasta istniały dwa cmentarze, z języka niemieckiego nazywane kirkutami. Na miejscu jednego z nich, siedemnastowiecznego, wybudowano dom kultury (dzisiejsza ul. Partyzantów), na drugim zaś nowszym (ul. Prosta) stanął pomnik – Lapidarium, (od łac. lapidarius– kamienny), składający się ze szczątków żydowskich nagrobków, tzw. macew.

Macewy z Lapidarium. Zamość ulica Prosta , fot. J. Gorzkowicz 2010

Powiadają, że nie można czytać zapisywanych tam inskrypcji, gdyż, za sprawą ukrywających się w nich demonów, grozi nam utrata całej zdobytej wiedzy. W społeczeństwie żydowskim wiara w złe duchy była tak silna, że podobne ostrzeżenia zostały włączone do prawodawstwa Talmudu. Gdzie indziej znów spotykamy się z folklorystyczną przypowieścią o pewnym człowieku, który znużony podróżą zasnął na cmentarzu. Mimowolnie usłyszał rozmowę umarłych, z której dowiedział się, co zapisane jest ludzkości w niebiosach. Historia ta miała zapewne podkreślić żydowską ufność, że strefa cmentarna jest na wieczność przypisana pogrzebanym nieboszczykom. Jest też miejscem nieczystym, po każdej wizycie w „domu grobów” należało dokładnie umyć ręce. Już na terenie kirkutu ustawiano rytualną studnię.  Duchy umarłych nie są wstanie przestrzegać zasad Talmudu, dlatego też nie należało drażnić ich zbytnią pobożnością. Idąc na cmentarz nie zabierano ze sobą żadnych przedmiotów modlitewnych.

Dawid Psalmista

Pamięć tamtych czasów zachowały już tylko niektóre alejki Starego Miasta: dzisiejsza Zamenhofa, może jeszcze ulica Pereca. Kim byli ci, których nazwiska widnieją na szyldach? Ludwik Zamenhof to słynny białostocki twórca esperanto, zaś Icchak Lejbusz Perec…? To zamościanin, autor przepięknych gawęd, spisanych w jidysz. W Opowieściach chasydzkich i ludowych stworzył malowniczy świat pełen legend i magii, z którego wyłania się dawna specyfika „Grodu Hetmańskiego”, ale także i jego okolic. W narracji o kontrabasiście opisany jest Tomaszów Lubelski. W innej, zatytułowanej Z powodu szczypty tabaki, mowa o pobożnym chełmskim rabinie, którego szatan postanowił za wszelką cenę zmusić do grzechu.


Niezatarte wrażenie pozostawia przygoda jednego z mieszkańców Zamościa, spisana przez Pereca na kartach Czasów mesjasza. Fabuła opowieści, choć niezbyt zawiła, zachwyca oryginalnością.  Niegdyś w mieście – twierdzy otoczonym fosą o zmierzchu podnoszono most zwodzony, odcinając się od reszty świata. Bohater opowiadania, nie mogąc pogodzić się z tą izolacją, pewnej nocy postanowił wydostać się poza mury. Zdziwiony odkrył, że towarzyszy mu miejscowy „głupek”. Pamiętając o żydowskim przysłowiu o obłąkanych, którzy na skutek umysłowych przypadłości, mają moc odgadywania boskich planów, zadał mu pytanie o czasy mesjasza. Szaleniec odpowiedział, że kiedy nadejdą, wszyscy ludzie będą się rodzić ze skrzydłami. Bohater wyruszył więc w poszukiwaniu znaków. W karczmie spotkał mędrca skupionego nad Księgą, a także brzemienną kobietę. Niewiasta niebawem powiła dzieciątko, które u szczytu łopatek miało zalążki skrzydeł. Przerażony ziszczającą się na jego oczach przepowiednią o mesjaszu, obudził się nieopodal wejścia do miasta, z głową opartą o kamień. Widniało. Świat wracał do równowagi, zaś cała historia okazała się być sennym mirażem. Od tamtej pory bohater Pereca nie spędził ani jednej nocy poza murami miasta.

Most zwodzony z widokiem na Pomnik Dawida, Zamość 2010, fot. J. Gorzkowicz

Dziś na rawelinie, za Nową Bramą Lubelską, niczym bohater Pereca u bram miasta stoi Pomnik Dawida Psalmisty. Trudno oprzeć się wrażeniu, że Żydowski król grając na harfie, powtarza symboliczną opowieść o mesjaszu. „Po drugiej stronie” zamojskich fortyfikacji, tuż za plecami Dawida, dokąd przed laty prowadził zwodzony most, rozpościera się Osiedle Planty. Jeszcze w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku teren zabudowano blokami. Niecodzienny urok miejsca został zachowany dzięki soczystej zieleni, okalającej budynki dzielnicy. W tle majaczy dawna ulica Obwodowa, dziś Peowiaków ( przemianowana na cześć działaczy Polskiej Organizacji Wojskowej z okresu I wojny , w skrócie POW). Ciekawe o czym śnią tutejsi mieszkańcy?  Czy podobnie, jak bohaterowi Pereca, zdarza się im mieć mistyczne olśnienia? Czy odnaleźlibyśmy chociaż jedno dziecko, którego wyobraźnia ocala pamięć o niebiańskich skrzydłach?Widocznie przed wojną łatwiej było o odkrycie dziecka z zalążkami skrzydeł. Niedawno, w jednym z tomów Rejestru stałych mieszkańców Zamościa, natrafiono na wpis, pochodzący z 1912 roku, informujący, że przy ulicy Obwodowej mieszkali Hubermanowie. Z rodziny tej pochodził słynny skrzypek Bronisław Huberman. Jego muzyka – jak echo niezwykłych snów – przypomina o małym wybrańcu, noszącym ślady skrzydeł. Bronisław był cudownym dzieckiem. Już, jako nastolatek, występował w Berlinie, Amsterdamie, Londynie i Paryżu. W 1896 roku, gdy miał zaledwie czternaście lat, udało mu się zagrać koncert D-dur opus 77 Brahmsa, przed samym Brahmsem. W dowód uznania geniuszu muzycznego hrabia Jan Zamoyski ofiarował mu bezcenne skrzypce Stradivariusa. Prawdopodobnie wiolinista przebywał w Zamościu do 1931 roku. W roku 1922 w Domu Centralnym, mieszczącym się na Starówce przy ulicy Żeromskiego, zamieszkał, pięć lat starszy od Hubermana, Bolesław Leśmian. Być może nawet poeta osobiście poznał fenomenalnego wirtuoza skrzypiec? W tamtych latach w gmachu Centralki odbywały się liczne spotkania kulturalne.

Gra w szachy

Od początku osadnictwa żydowskiego w Polsce Zamość był ważnym ośrodkiem intelektualnym. Działały tu drukarnie hebrajskie. Ukazywał się nawet tygodnik „Zamojszczer Sztyme” („Głos Zamojski”). W pierwszej połowie XIX wieku w mieście królowała Haskala – żydowskie oświecenie, mające na celu polepszenie spraw edukacji świeckiej i oczyszczenie tradycji judajskiej z zabobonów.  Zamojskimi uliczkami przechadzali się wybitni popularyzatorzy tego ruchu  Josef Cederbaum, Salomon Ettinger i Jakow Eichenbaum. Nazwisko tego ostatniego  (z niem. Eichen– dąb, Baum– drzewo) świetnie odzwierciedla prawdziwą naturę reformatora.  Skazany na tułaczkę z powodu niezłomności poglądów, osiadł na jakiś czas w Zamościu. Tu ponownie się ożenił. Tołba Zegel urodziła mu dziewięcioro dzieci.

Pałac ZamojkichMiedzywojnie

Pałac Zamojskich, okres międzywojenny, z Archiwum Miasta Zamościa

Pomimo, iż żyło im się bardzo skromnie, dom po brzegi wypełniony był księgami.  Dzięki wstawiennictwu jednego z rabinów Eichenbaum otrzymał  posadę w Szkole Rabinów w Żytomierzu – stolicy guberni wołyńskiej, dokąd niebawem się przeprowadzili.  Jakow, ubogi  kabalista- matematyk, znany z przekładów na hebrajski pism Euklidesa,  przejawiał duże zainteresowanie grą w szachy. Może odziedziczył je po swoich sefardyjskich ojcach? Ponoć już w pismach Majmonidesa, najwybitniejszego średniowiecznego teologa i filozofa, istniały wzmianki o zasadach szachowych roszad. A może po prostu traktował je jak lekcje, pozwalającą ćwiczyć pamięć, koncentrację a przede wszystkim……. cierpliwość? Tołba miała mu za złe, że tyle czasu spędzał nad szachami, zaniedbując sprawy materialne.  Nie miała pojęcia, że właśnie w ten sposób powstawały najwybitniejsze myśli jej męża o wszechświecie. Często widywano go na ulicach naszego miasta. Zamyślony wertował kolejne księgi.

Pod przykrywką biblioteki

Być może część Eichenbauma- apologety pozostała w Zamościu na zawsze. Może właśnie w tej chwili jego duch podąża do synagogi? Jeszcze ramiona Jakowa spowija talit – czworokątny kredowobiały szal z czarnymi pasami i kołyszącymi się świątobliwie frędzlami. Jeszcze jego czoło i przedramię zdobią skórzane pudełka – tefilin, skrywające cztery przepisane przez wtajemniczonego skrybę ustępy biblijne, ale jego serce pełne już myśli o zrzuceniu tych jawnych oznak kulturowej izolacji.

amość, ulica Sinkiewicza 5. W okresie międzywojennym – siedziba pierwszej na Lubelszczyźnie biblioteki hebrajskiej, fot. J. Gorzkowicz, 2010

Jakow Eichenbaum doskonale wiedział, ile mądrości kryje się w księgach. Jego duch radowałby się, widząc w Zamościu prężnie działające biblioteki. Możemy jedynie snuć domysły jakie książki wówczas czytano. W pierwszym rzędzie zapewne były to Księgi Święte: Tora, Talmud, Zohar. Nie mogło zabraknąć dzieł filozoficzno – teologicznych: Wiary i wiedzy Saadii Gaona, głęboko zakorzenionej w tradycji talmudycznej, także dzieł średniowiecznego mistyka Jehudy Halewiego. Pojawiły się też utwory samego Majmonidesa i wielkiego kabalisty Józefa Karo. Nie ma pewności, co do Spinozy, wszakże rabinat Amsterdamu wykluczył go ze społeczności żydowskiej, a jego dzieła nazwał heretyckimi. A co z osiemnastowiecznym reformatorem Mojżeszem Mendelssohnem i jego następcą Nachmanem Krochmalem? Ich księgi pewnie zajęły jedne z lepszych miejsc w bibliotece.

Feduszka-Zamość-na-przełomie-XIX-i-XX-w.-500x

Rynek w Zamościu na przełomie XIX i XX w., fot. z Archiwum Miasta Zamościa, dod. J. Feduszka

W 1913 roku Izaak Gelibter założył na terenie Starego Miasta Zamojską Publiczną Bibliotekę-Czytelnię imienia Icchaka Lajby Pereca. Księgozbiór zawierał wydania żydowskie, ale także polskie i rosyjskie. Już szesnastoletni mieszkańcy miasta i okolic, bez względu na narodowość i wyznanie, mogli za darmo wypożyczyć do domu jedną książkę (za kolejne trzeba było płacić). Mimo to zamościanie rzadko korzystali z tej możliwości. Jakoś dziwnie nie interesowały ich ani organizowane tam wieczory literackie, ani koncerty muzyczne. Powiadali, że spotkania te były jedynie przykrywką dla odbywających się tam spotkań komunistów. I chyba coś w tym było, bo już w 1924 roku Ministerstwo Spraw Wewnętrznych postanowiło zlikwidować wypożyczalnię, a pokaźny księgozbiór przekazać do nowo powstałej Biblioteki Towarzystwa Żydowskiej Ligi Oświaty Ludowej. W okresie międzywojennym wypożyczalnia ta stała się najbogatszą instytucją tego typu w Zamościu. Swoim księgozbiorem znacznie przewyższała polską bibliotekę im. Jana Zamoyskiego. Niebawem jednak i tu doszło do incydentów. Mojżesz Lewin– współorganizator biblioteki i Szyja Sztajn– zarządzający, zostali przyłapani na działalności wywrotowej. Bibliotekę zamknięto. Jakow na szczęście nie doczekał tych czasów. Dla niego idea Księgi wciąż świeciła blaskiem.

Zamość, Nowa Osada l. 30-ste, fot. z Archiwum Miasta Zamościa

Zamość, Nowa Osada l. 30-ste, fot. z Archiwum Miasta Zamościa

W 1921 roku w Nowej Osadzie (dzisiejsze Nowe Miasto) powstała Nowomiejska Ludowa Biblioteka – Czytelnia im. Salomona Ettingera, propagująca wspólnotę kulturową.  Kilka lat później otwarto pierwszą na Lubelszczyźnie bibliotekę hebrajską. Nadano jej imię Dawida Friszmana. Biblioteka początkowo funkcjonowała w gmachu kahału przy Zamenhofa 9, przy prywatnej szkole powszechnej „Kadimah” działającej od 1908r., potem w podnajmowanym budynku przy ulicy Sienkiewicza 5.

„Ukażcie mi się raz jeszcze…”

Za czasów Eichenbauma zamojska synagoga tętniła życiem. Podczas okupacji Niemcy założyli w niej warsztaty stolarskie. W powojennej rzeczywistości bóżnica odzyskała świetność, ale czy reformator cieszyłby się z jej przeznaczenia? Zabrakło w Zamościu minjan -dziesięciu pobożnych Żydów powyżej trzynastego roku życia, aby móc odprawić rytualne modły. Od 1959 roku aż do roku 2005 była tu biblioteka miejska. Zważywszy na ogólnie panujące warunki – chyba nie najgorsze rozwiązanie, a nawet zadziwiające. Bo przecież miejsce to niemal przez cały czas wiązało się z księgą. W pierwotnym powołaniu była to Tora, Święta Księga. Przez lata, gdy bóżnica zmieniała swe przeznaczenie, razem z nim wędrowała księga, przekraczając granice sacrum i profanum. Z Szulzowskiej Księgi – Autentyk,  Vincenzowskiej tajemnej Księgi przeobraziła się w zwykłą książkę,  podręcznik – jednak wciąż symbol poznania. A jak powiadają Żydzi –  Sken alemot zajn erger  – mogło być dużo gorzej, jak w przypadku biłgorajskiej bóżnicy. Tam, i w wielu innych synagogach w Polsce, nastąpiła niemal całkowita dewastacja. W budynku najpierw utworzono magazyn, przeznaczony na nawozy, potem skup owoców.

Rotunda.1944

Wyzwolenie zamojskiej Rotundy 1944 r., fot. z Archiwum Miasta Zamościa

Jakow Eichenbaum umarł kilkadziesiąt lat przed wybuchem II wojny światowej. Dzięki Bogu nie podzielił losu swych współwyznawców. Nowa Osada, dzisiejsze Nowe Miasto, stało się w 1941 roku wielkim gettem. Kilka lat później Icchak Kacenelson, znany poeta żydowski i dramaturg, został uwięziony w obozie w Vittel we Francji. W kończonej tam pośpiesznie Pieśni o zamordowanym żydowskim narodzie, tak oto pisał:

(…)
Ukażcie mi się raz jeszcze, o przyjdźcie przyzywam was płaczem
Chcę widzieć was, widzieć wszystkich, przez łzy już nigdy niestarte,
Niech naród mój miły, ten mój naród zamordowany zobaczę-
I będę śpiewać… zaśpiewam…i zagram..dajcie mi harfę!
 (…)
Już gram. Usiadłem na tej ziemi niskiej.
Gram i smutno zawodzę o narodzie moim.
Otaczają miliony Żydów mnie koliskiem.
Wymordowanych Żydów ciżba wielka stoi.

Zagnieżdżone na brudnym skrawku wersety gorączkowo upychał we wnętrzu butelki. Zakopał ją na terenie obozu, tuż przed wyruszeniem transportu do Auschwitz. Zginął wraz z synem zagazowany. Zapiski Kacenelsona przetrwały. Po przyjściu aliantów jedna z więzionych w Vittel kobiet wydobyła je z obozowej ziemi. Ukryte w rączce walizki dotarły do Izraela, żeby dać świadectwo.
Czym różniło się warszawskie getto od tego tu, w Zamościu? Skalą ludobójstwa? Transporty z dziewięcioma tysiącami Żydów wywieziono do obozu zagłady w Bełżcu. Icek Ajzen- grzebieniarz, Boruch Akierman – handlowiec, Rywka Bajczman – żona felczera i radnego miasta, Berko Firszman- redaktor naczelny Zamojszczer Word– pisma wydawanego przez ortodoksów,  Fajga Harfen- właściciel drukarni, Izrael Inlender- kupiec, jeden z najbogatszych mieszkańców Zamościa, Judka Mildner….. Ich nazwiska z dna zaginionego czasu wołają o pamięć.


 

Bibliografia:

Encyklopedia tradycji i legend żydowskich, A. Unterman, z ang. przeł. O. Zienkiewicz, Warszawa 2003.http://www.sztetl.org.pl
Kacenelson I., Pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie, tłum. J. Ficowski, Warszawa 1986.
Kowalczyk J., Przewodnik, Warszawa 1997.
Panas W., Pismo i rana, Lublin 1996.
Unterman A., Żydzi. Wiara i życie, Łódź 1989.
Urban R , Biblioteki żydowskie w Zamościu w latach1918–1939, „Zamojski Kwartalnik Kulturalny” 2001 r 1-2, s.104.

Foto. J. Gorzkowicz

One thought on “Polska wielokulturowa – zaginione historie

  1. Pingback: Opowieść o żydowskim Zamościu | Justyna Gorzkowicz

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.