O poezji Jarosława Kapłona

Czterdzieści jeden
układów współrzędnych

Niewielki format, gustowna, biała okładka. Na froncie pięć niewielkich, prostokątnych fotografii nieba, układających się w kształt litery „U”. Czy na pewno „U”? No może kompozycji tej bliżej do matematycznego znaku „∪”, którym zwykło się oznaczać sumę zbiorów. 41 WIERSZY – TYLE ZAWIERA TOMIK. Tylko, że to „U” na okładce zostało odwrócone. Jak czytać taki element piktograficzny? W matematyce podobnym symbolem „∩” definiuje się część wspólną zbiorów, pewien przekrój, przecięcie. 41 WIERSZY POŁĄCZONYCH WSPÓLNYM MIKROKOSMOSEM SENSÓW. Jednak „U” na okładce tomiku zostało nie tylko odwrócone, ale także pozbawione miękkich krawędzi. Wygląda trochę jak „mozajkowo-niebiańska” brama lub „Π”, znak iloczynu, być może kartezjańskiego? 41 UKŁADÓW WSPÓŁRZĘDNYCH MIĘDZY MNĄ, TOBĄ I ZAMKNIĘTYM W CZTERECH ŚCIANACH ŚWIATEM. U podnóża „Π”-iloczynu (przyjmijmy, że kartezjańskiego) tytuł i nazwisko autora – OSWAJANIE CHMUR, JAROSŁAW KAPŁON.

 

Czy projekt okładki zawiera świadome działanie symboliczne, czy to jedynie zwykły zabieg estetyczny, który właśnie uległ nadinterpretacji? Tak naprawdę to nieistotne. Grunt, że jest udanym przygotowaniem do podjęcia wyzwania i podróży. Prawem, ale także najwyższej rangi przywilejem adresata poezji jest bowiem ciche przyzwolenie odbierania utworów poetyckich najpierw na poziomie indywidualnym, spersonalizowanym. Z mojej perspektywy w tym wypadku „pierwsze skrzypce gra” czytanie symboliczne. Idąc jego tropem, stwierdzam z przekonaniem, że umieszczona na okładce kompozycja, która inklinuje „Π” – „iloczyn kartezjański”, to adekwatny do zawartości tomiku ekwiwalent ikonogragiczno-metaforyczny. Pomysłodawcą szaty graficznej jest wydawnictwo Mamiko Apolonii Maliszewskiej. Wydane przez nich Oswajanie chmur Jarka Kapłona jest kolejnym [po Sprawach przyziemnych (2012), Grawitacji (2013) i Projekcji (2013)] samodzielnym tomikiem autora. Zanim przejdę dalej, do szerszej refleksji, muszę się do czegoś przyznać. Może również trochę wytłumaczyć. Na pewno przybliżyć drogę, którą zamierzam podążać, pisząc o tym tomiku. Pomimo iż jestem antropologiem literatury oraz krytykiem artystycznym, poezja była dla mnie zawsze oddzielnym światem. Szczególnie ten wyjątkowy jej rodzaj – uprawiany także przez Jarka – który inspiracje czerpie z bardzo osobistych przeżyć, ulotnych wrażeń, oscylujących wokół największych intymności. Gdy poezja zjawia się w podobnych kontekstach – „jako miejsce na ziemi” jednostkowego człowieka – na nic zdają się moje filologiczne narzędzia. Cóż mogę począć bez możliwości odkrywania statusu kulturowego czy historycznego? Nie mogę nawet wykorzystać ekwipunku poetyki stosowanej. Wiersze są „białe”, pozbawione rymów. Moi koledzy po fachu zapewne znaleźliby na moje dylematy szybko odpowiedź. Ja, jako filolog, w takich przypadkach jestem bezradna… Nie jestem jednak bezradna jako czytelnik i miłośnik poezji. W analogicznych okolicznościach pozostaje przecież współodczuwanie!!! Tylko tyle? – zapyta ktoś. Albo aż tyle!!! – wykrzyknie inny. Dla mnie możliwość podobnego współodczuwania jest wartością dodaną, absolutnie nieuchwytną lub może lepiej – uchwytną jedynie na sposób indywidualny. Zapraszam więc do doświadczania Oswajania chmur. Dzisiaj razem ze mną. Być może jutro – samodzielnie.

Nastroje w mikrokosmosie

Wydany w 2016 r. tomik Jarka Kapłona to zbiór 41 wierszy. Niektóre z nich, umieszczone w podklasach, zostały dodatkowo opatrzone śródtytułami. Mamy więc, zaczynając od początku: kilka wierszy inicjujących, potem utwory wchodzące w skład „poetyckiego podzbioru” zatytułowanego Atmosfera, następnie pojawiają się Nasycenie, Temperatura i Ochładzanie. Tytuł tomu to także tytuł jednego z wierszy z Atmosfery. Jak sam autor zdradza w rozmowie, utwory powstawały na przełomie trzech lat (2014/2015/2016): Wiersze z tomiku pochodzą z różnych okresów mojego życia. Dlatego zostały podzielone na podtytuły. W pewnym sensie, żeby ułatwić czytelnikowi zrozumienie i podkreślić całkiem odmienne nastroje. A zatem podstawowym kryterium dobory tekstów były nastroje…

 

Tak. Starałem się układać wiersze według nastrojów. Przyznam szczerze, że z tytułowym tekstem miałem największy kłopot, bo nie pasował charakterem ani tematem do żadnego z tych podtytułów. Dlatego, można by rzec, że wybór niektórych wierszy jest losowy.

 

I rzeczywiście, miejscami owa przypadkowość jest wyczuwalna. Ale fakt ten w żaden sposób nie deprecjonuje odbioru wierszy. Co więcej, szczerość poety rozbraja ewentualną krytykę. Uświadamia i wskazuje praprzyczynę powstawania zawartych w zbiorku tekstów. Moim zdaniem jednak to nie indywidualne nastroje osoby mówiącej są tu najważniejsze.
To nie one, tak naprawdę, tworzą klimat, pozwalając dopatrywać się zalążka spójnej całości. Są raczej – niezwykle istotnym, ale… – jedynie rodzajem narzędzia, za pomocą którego podmiot liryczny kreśli jednolity kształt. Najważniejszą częścią wspólną wierszy jest bowiem próba opisu indywidualnego mikrokosmosu, który staje się częścią szerszej idei kosmologicznej. Porządek poetyckiej niwy w Oswajaniu chmur to zespół osobnych, można by rzec mozaikowych kreacji, tworzących całość wyższego rzędu. Jeśli więc człowiek jest obrazem Kosmosu, to musimy przyjąć, że ów Kosmos – niezwykle namacalny w poezji Kapłona, usytuowanym między „kuchnią a pokojem” – przybiera postać zmultiplikowaną.
A zatem nie Kosmos, a Kosmosy w liczbie mnogiej. Kosmosy, które rodzą się w obrębie podmiotowych ludzkich doznań. W Oswajaniu chmur mamy do czynienia z miejscem ograniczonym do granic własnej przestrzeni: łóżka, pokoju, kuchni, czasem windy lub obrazów tego, co za oknem. To obszary zamknięte,przyciemnione, ciasne, znacząco intymne, cielesne… W wierszu Czarna materia (s. 15) czytamy:

 

 musi istnieć coś więcej niż ja i ten pokój
może miłość która iskrzy na samym początku
najbardziej kiedy diabli biorą rozum
odwróceni ku sobie zlizujemy bitą śmietanę
ze wszystkich części ciał

 

Mikrokosmos zbudowany w Oswajaniu chmur nie jest jednak miejscem przytłaczającym. Wchodząc w ten świat, nie odczuwamy oszałamiającego bezdechu. Brak tu klaustrofobicznej nerwowości, której można byłoby się spodziewać po codziennym doświadczaniu zamkniętej szczelnie przestrzeni. To raczej rodzaj obszaru bezpiecznego, mieszczącego się gdzieś pomiędzy tym, co wewnątrz i na zewnątrz, obszaru przyciągającego niezwykłą sensualnością. Każdy utwór zawarty w tym tomiku odczytać można jako osobną konfigurację „iloczynu kartezjańskiego”. 41 wierszy jak 41 odrębnych układów współrzędnych między bohaterami wierszy a wyizolowanym w czterech ścianach światem. Wszystkie razem zaś tworzą to, co nazywamy ludzkim, autogenicznym Kosmosem.


 Tekst opublikowany został w “Kwartalniku  Kulturalnym” ZKK Nr 1 (130) 2017 63 oryginał możesz zobaczyć poniżej.